Blog
Ścigany.
Kilka dni temu w radiu usłyszałem o pewnym pomyśle ministerstwa zdrowia. O tyle już "nie pomyśle", a ustaleniu, że rzecz jest z tego co zrozumiałem przesądzona. Niebawem każdy pacjent w Polsce, przyjęty na oddział, będz...
Kilka dni temu w radiu usłyszałem o pewnym pomyśle ministerstwa zdrowia. O tyle już "nie pomyśle", a ustaleniu, że rzecz jest z tego co zrozumiałem przesądzona. Niebawem każdy pacjent w Polsce, przyjęty na oddział, będzie na ręce nosił bransoletkę z czymś w rodzaju czipa. Będą w nim zawarte informacje nt tego z jakiego oddziału jest pacjent, jego dane personalne i karta gorączkowa. Osoba, która argumentowała zasadność takiego pomysłu mówiła, że ułatwi to odnalezieniu drogi na oddział zagubionym w szpitalu pacjentom - często zdarza się, że pacjent nie wie jak trafić z powrotem na swój oddział. Z tego co rozumiem, do tych tłumów zagubionych ludzi będa podchodziły pielęgniarki i lekarze z czytnikiem, który po przyłożeniu do czipa wyświetli informacje dotyczące pacjenta i będzie mu można wówczas wskazać drogę. Kwestia karty gorączkowej - pewnie i bardziej trafna, ale jeśli to ona była przeważającym argumentem za tym wynalazkiem to uważam to jest on według mnie delikatnie ujmując słaby. Dlaczego o tym piszę? A dlatego, że wprowadzenie takiego systemu na skalę ogólnopolską to niewątpliwie niebotyczny wydatek. Gdyby był słuszny - ok, ale powiedzcie proszę czy problem gubienia się pacjentów jest powszechny? Inną rzeczą jest czy pacjenci jak już zapominają z jakich są oddziałów czy drogi powrotnej? Bo jeśli to drugie to rozumiem, że czip będzie miał właściwości GPSa jednocześnie. W takim wymiarze pomysłu zdecydowanie nie popieram.